wtorek, 29 sierpnia 2017

Kilka słów dla Diany




Tytuł to tajemnica...
  



Kilka linijek byś wiedziała, że nie zapomniałam ...



Czterdzieste urodziny to odpowiedni czas na przeprowadzenie rachunku sumienia z własnego życia. Bilans zysków i strat. Dwie zapisane kolumny zawierające mnóstwo odnośników. Kobieta wreszcie zaznała chwilę spokoju
po jakże intensywnym dniu. Praca, przyjęcie niespodzianka o którym wcale,
a wcale nie wiedziała. Mnóstwo życzeń, gości i upominków. Tyle, że przez cały dzień nie marzyła o niczym innym, jak o chwili spokoju przed kominkiem.
Z lampką wina i albumem z fotografiami na kolanach.
No i z ukochanym mężczyzną. Piętnaście lat małżeństwa, osiemnaście bycia ze sobą. To szmat czasu. Jednak dla niej, to tylko chwila. Co dzień poznawali się na nowo i co dzień zakochiwali w sobie, za każdym razem jakby bardziej, intensywniej. Ogień wesoło strzelał w kominku, podczas gdy ona z pietyzmem przerzucała karty albumu. Ich roześmiane twarze, splecione ręce, pocałunki. Najważniejsze chwile przemykały pod opuszkami palców, którymi badała fakturę każdego, kolejnego zdjęcia. Na nowo przeżywała ich ślub, narodziny dzieci. Jak co roku odpłynęła w świat marzeń, który nosił jego imię. Dopiero delikatny uścisk na ramieniu przywołał ją do rzeczywistości. Zapach perfum
i rozpalonego ciała, które tak dobrze znała, wypełnił jej zmysły.



sobota, 10 czerwca 2017

Rozdział XX- Ucieczka przed samym sobą






Którą z nas chcesz kochać, którą z nas... .


Krzyk wypełnia pogrążoną  w ciemności sypialnię. Ciężki oddech miesza się  z odgłosem gwałtownie odrzucanego materiału pościeli. Kurwa mać- soczyste, niecenzuralne przekleństwo, przenika ciszę która spowija pokój. Znów te oczy- barwy bursztynu, czekolady, koniaku. Tylko jedna osoba którą znam ma takie oczy. To te oczy- Jej oczy prześladują mnie  w kolejnych sennych wizjach. Wizjach tak rozmaitych. Czułych, erotycznych, namiętnych.  Mógłbym przysiąc, że nawet w tym momencie wyczuwa towarzyszącym im zapach namiętności i pożądania. Z początku niewinne intrygujące, z czasem doprowadzające do obłędu, głodu, pożądania. Zwykłe muśnięcia ust, zastąpione namiętnymi, wyrafinowani pieszczotami.  Nie możliwe, by usta, które z taką starannością pieściły jego wargi, by dłonie które najmniejszym muśnięciem wprawiały go w największą ekstazę, by oczy, które na niego patrzyły, a swą intensywnością sięgały najgłębszych zakamarków jego serca należały właśnie do Niej . Nie! Życie nie może tak okrutnie z niego kpić. Miłość. Miał znaleźć- tą jedyną wyśnioną, wymarzoną. Czym jest człowiek bez miłości? To tylko pusta skorupa, która egzystuje, jednak nie żyje w pełni. Dlaczego los zamierza go skazać właśnie na egzystencje kiedy on tak bardzo chce żyć .








To zdecydowanie jeden z najpiękniejszych dni w posiadłości przy ulicy Stalowych Magnolii dwadzieścia pięć  od dawien dawna. Aby tak było musiał zaistnieć jeden podstawowy warunek. Śmiech- szczery, radosny, bezpretensjonalny. Radość w śmiechu dziecka. Taki dźwięk docierał do uszu wtulonej w siebie pary. Nikt nawet nie podejrzewał, co jest celem ich obserwacji i prowadzonej szeptem rozmowy.
- Lil, to już czas. Czas pozwolić im dorosnąć. Muszą popełniać błędy, ale i muszą uczyć się ponosić konsekwencje swoich decyzji.
- Marcos, oni są jeszcze tacy młodzi.
- Kochanie, wiesz, że to tak nie działa. Pamiętaj co oni zrobili, co dalej robią. Diego to nadal Król Artur broniący poszkodowanych- prawy do szpiku kości, Leon usiłuje być współczesnym Casanovą, a Viola uparła się, by być księżniczką z wierzy dla Federico. Oni muszą dorosnąć.
-Tak mało czasu spędziliśmy z Milenką, nie będziesz tęsknił.
-Będę, ale wiem, że wrócę. A  nasz wyjazd nie zmieni miłości jaką ich darzę. Nigdy.
-Powiedz choć, że dobrze robimy. Zapewnij mnie.
-Kochasz mnie?
-Marcos, co to za pytanie?
-Kochasz Lil?
- Tak, kocham.
-Ufasz mi?
-Tak, ufam, przecież wiesz, że tak.
-Więc rozumiesz, że musimy odejść. Pozwolimy im dorosnąć.
-Jesteś taki pewien.
-Bo wiem, że wrócę. Bo kocham ich całym sobą.
-Marcos, jak udało ci się sprowadzić Diego do domu.
- Lili, to nie jest ważne. Najważniejsze, że on i Milenka są tam gdzie powinni być. Ten dom, to ich miejsce.
-Nie powiesz mi?

-Myślę, że nasz syn sam Ci to powie. Kiedyś… Teraz jeszcze nie jest gotów, a nawet sam nie zdaje sobie sprawy…





Cholera jasna. Nic innego nie przychodzi mi w tym momencie do głowy. Violetta ogarnij się! Nie ! Violetta, nie mów sama do siebie, to oznaka szaleństwa. Druga w nocy, a ja ciskam się od ściany do ściany. Tłukę się jak dusza po czyśćcu. Przecież ten dzień zapowiadał się naprawdę miło. Od chwili w której uchyliłam powieki miało być miło i sielankowo, więc co się wydarzyło. Chyba coś mi umknęło. Violetta! Opamiętaj się! Musisz z kimś porozmawiać. Nie duś tego w sobie. Tak! Violetta, gadasz sama z sobą. No, ale na ten moment w pokoju prócz ciebie nie ma nikogo inteligentnego. Wszystko wina tego cholernego żółwia, który dziś spędza noc w pokoju Milenki.  Cholerny gad, nigdy go nie ma, kiedy jest potrzebny. Dobrze! Violetta, nie płacz nad rozlanym mlekiem, weź jakieś tępe narzędzie do ręki i zamorduj kogoś- ulży ci. Wróć do momentu kiedy zadzwonił budzik, a ty wstałaś. Nic szczególnego. Żadnych planów na ten dzień. Nic prócz pracy na etacie niańki Mili. Diego- praca, Leon- Bóg raczy wiedzieć gdzie, Fede- poza granicami Hiszpanii; w trakcie drogi powrotnej. Do rzeczy. Krok po kroku. Poranek- słoneczny, ciepły. Odliczałam czas do powrotu Fede. Marzyłam tylko o tym by móc spędzić godziny w zaciszu mojego pokoju- wtulona w jego silne ramiona,  by móc ponownie poczuć zapach jakże znajomego ciała, by smakować jego czułe pocałunki, delektować  się słodyczą oddechu , owiewającego moją skórę. Jednym słowem miałam ochotę pomigdalić się z moim facetem. Standard w porannym  postępowaniu- prysznic, wybieranie ubrania, czesanie, makijaż. Dalej batalia z małym tornadem zwanym Milena. Wojna o wstanie z łóżka; kompanie się, które dla małej kruszyny jest wielkim dramatem, godzinne zastanawianie się jaka sukienka będzie odpowiednia dla małej księżniczki( to wszystko wina Diego, który przy pomocy cioci i Olgi rozpuścił ją do granic możliwości), śniadanie, czytanie książeczek, oglądanie bajek. Na tym etapie nadal nic nie zapowiadało katastrofy. Pierwsze znamiona wielkiej tragedii w trzech aktach zaczęły pojawiać się z chwilą przybycia do domu Leona, który był w iście imprezowym nastroju. Dosłownie nosiło go. Niby wrócił ze spotkania z Fran, ale był dziwnie rozdrażniony i rozkojarzony.  Jak zwykle udawał, że nie dostrzega Milenki, która na przekór wszystkiemu i wszystkim garnęła się do „wujka” ilekroć ten pojawił się na jej horyzoncie. Stosunek Leona do małej to temat tabu. Choć trudno pojąć jak można być takim dupkiem. Jego dziecko, cudowna mała dziewczynka biega po jego domu, radośnie się śmieje, rozrabia, psoci, wypełnia sobą życie każdego z domowników, a on pozostaje nieczuły. Jaki z niego człowiek, jaki mężczyzna, który pozwala by jego dziecko nazywało ojcem kogoś innego. Złość na chłopaka powoli wypełnia każdą komórkę mego ciała. Jak tak można. Do tego dochodzi wściekłość na całe otoczenie, bo to w końcu my warunkujemy jego zachowanie. Nikt z nas nie ma odwagi powiedzieć DOŚĆ. Moje rozmyślania przerwało pojawienie się Diego. Chłopak, a tak właściwie już mężczyzna na nowo układa sobie życie w rodzinie, teraz nie jest tylko on, ale i jego córeczka, która owinęła sobie go wokół małego paluszka. Patrząc na nich zastanawiam się czy taki właśnie będzie ojciec moich dzieci. Czy w jego oczach będę widzieć choć część tej miłości, którą widzę w oczach Diego. Zastanawia mnie, czy to w oczach Federico będę widzieć tę miłość. Poświęcił wszystko dla Milenki, ale i dla Leona. Czasem próbuję poukładać, jakoś skatalogować te uczucia, które wyzwala we mnie ta trójka: Diego, Leon i Milenka. Odnoszę wrażenie, że to co się dzieje, do czego my wszyscy na czele z wujostwem dopuściliśmy, dzieje się jakby poza mną. Czuję to tak jakbym była świadkiem, widzem na sali kinowej, biernym obserwatorem, a nie czynnym uczestnikiem wydarzeń. Staram się robić wszystko by uzyskać stan normalności. Mam wrażenie, że to co robię, to takie ciche podziękowanie za to, że byli i są moją rodziną.

Jako, że dzień był słoneczny, wszyscy przenieśliśmy się na taras. Każdy znalazł sobie zajęcie. Olga udawała, że nie namawia na wspólne wyjście Ramallo, Diego grzebał coś w komputerze słuchając jednym uchem tyrady Leona, Mili chlapała wodą z malutkiego baseniku w którym taplała się od dłuższego czasu, ze śmiechem patrząc na swoje coraz to bardziej pomarszczone paluszki u rączek i nóżek. Ja zawzięcie wysyłałam wiadomości do Fede, otrzymując w zamian treści, które sprawiały, że moja twarz była purpurowa i to nie ze względu na panujące tego dnia gorąco. I tym sposobem nie wiadomo jak, stanęło na tym, że jak tylko Fede wróci wybierzemy się razem na dyskotekę. Pod pojęciem razem rozumiem ich trzech i ja. Gdybym miała choć cień podejrzenie czym skończy się ta eskapada, żadna siła by nie zmusiła mnie do wyjścia. 
Popołudnie minęło niepostrzeżenie na słodkim lenistwie. Mili padła zmęczona w objęciach Diego, Leon szykował się do wyjścia jak panienka na pierwszą randkę, a ja postanowiłam zrelaksować się przy mrożonej herbacie i mojej ukochanej książce. Po raz kolejny wraz  z Elizabeth zakochałam się w panu Darcym. Znów marzyłam o takim uczuciu jakie połączyło bohaterów powieści. Pogrążona w marzeniach nie zauważyłam osoby, która z wielką intensywnością przyglądała mi się, stojąc w ledwo uchylonych drzwiach. Dopiero subtelne muśnięcie, które połaskotało mój policzek, wyrwało mnie z miłosnego letargu. Usta opuściło westchnienie pełne zaskoczenia, ulgi, ale i pragnienia. Nagle mój nos wypełnił jakże znajomy zapach, ciało znalazło się w silnych, bezpiecznych ramionach. Usta zatonęły w słodkiej pieszczocie. Delikatne, czułe, żądające, miękkie. Jego usta. Tak całuje tylko Fede. Tak jakby ten pocałunek był jedynym, który nas połączy. Pocałunek z delikatnej pieszczoty, przerodził się w miłosną obietnicę rozkoszy na którą oboje nie jesteśmy jeszcze gotowi.
-Wróciłeś.
-Tęskniłaś.
Zsynchronizowani jak wskazówki zegara, zaczęliśmy się śmiać. Jednocześnie przytulając się i ciesząc swoją bliskością. Trwałam w bezpiecznych ramionach mojego chłopaka, dręczona jakimś złym przeczuciem, które ugadzało we mnie jak drobinka piasku pod bosą stopą. Niby zbyt ci nie przeszkadza, ale jest i wprowadza cię w stan irytacji.
-Słyszałem, że zacieśniamy dziś więzy rodzinne, na wspólnej imprezie.
-Nawet mi nie mów. Na samą myśl o kombinacji Leona, Diego i alkoholu w jednym miejscu i czasie ciarki pokrywają całe moje ciało.
-Wolałbym by twoje ciało pokrywały ciarki z innego powodu- cały Federico, dwuznaczna wypowiedź, szelmowski uśmiech i usta obsypujące delikatnymi muśnięciami moją szyję.
W tamtym momencie nadal nie paliła się żadna czerwona kontrolka. Z pozoru wszystko było w jak najlepszym porządku. Milenka pod opieką dziadków, Olga z Ramallo w teatrze na Śnie nocy letniej, Diego z Leonem wyszykowani, oboje przystojni pewni siebie, ja w ślicznej czarnej sukience w ramionach ukochanego. Muzyka w klubie osiągała niebotyczne granice  wysokości decybeli, powietrze było ciężkie od zapachu alkoholu, perfum, ciał. Ale nawet to nie mogło mi przeszkodzić w świetnej zabawie. Czułam na sobie zazdrosne spojrzenia zarówno młodziutkich dziewczyn jak i dojrzałych kobiet. Z lekceważeniem lustrowały moją osobę, by po chwili uciec wzrokiem na któregoś z moich towarzyszy. Ich oczy nie wyrażały nic, poza najczystszym pożądaniem. Czułam się trochę nieswojo. Mnie jednak nadal daleko jest do tego by wcielać się w postać kobiety fatalnej. Jednak byłabym kłamczuchą gdybym nie powiedziała, że czułam się wyjątkowo w towarzystwie mojej obstawy. Kolejne kawałki przetańczone w ramionach „moich” przystojniaków. Patrząc z boku nie mogłabym się nadziwić, że ze mnie taka lwica parkietu. Widocznie tego mi było trzeba. Czas na zabawie przelatywał jak woda przez palce. Przez chwilę byłam sama, tylko muzyka parkiet i ja. Fede zniknął w toalecie, Leoś i Diego sączyli swoje drinki gdzieś z drugiej strony baru, osłonięci ścianą filaru.
Kołysałam się delikatnie w takt romantycznej ballady myśląc, nad tym, że mimo wszystko należę do grona szczęśliwców. Jestem młoda, zdrowa. Mam rodzinę, pasję, przyjaciół, miłość chłopaka, którego również ja darzę uczuciem. Moją samotnię pośród tłumu zakłóciło nadejście Leona. Mimo panującego na sali gorąca, moje ciało spowiło się chłodem. Coś było nie tak. Jego wzrok, ruchy- sama nie wiem, co wzbudziło mój niepokój. Nagle poczułam się w jego towarzystwie bardzo, ale to bardzo nieswojo. Zaczęłam się nerwowo rozglądać za Fede tym bardziej, że Diego też zniknął mi z oczu. Spróbowałam, jakby nigdy nic, rozpocząć rozmowę. Przecież to Leon. Przy nim absolutnie nic mi nie grozi. Jest  jedną z tych osób, za którą poręczyłabym wszystkim co mam. Nagle jego ramiona oplotły moją talię. Zdążyłam odnotować, że jego ciało ociera się uwodzicielsko o moje, a usta niebezpiecznie szybko zbliżają się do moich w geście pocałunku. Zareagowałam instynktownie. Moja ręka szybko powędrowała w górę. Jego usta zamiast spocząć na moich, napotkały opór mojej wilgotnej dłoni. Niezrażony tym gestem puścił mnie tak nagle jak objął, odwrócił się na pięcie i z drwiącym uśmieszkiem zniknął w roztańczonym tłumie. Przez dłuższą chwilę trwałam w bezruchu, nie rozumiejąc tego, co się właśnie stało. Chłopak, który jest mi jak brat, chciał mnie pocałować. Po co? Dlaczego? Adrenalina uderzyła we mnie gigantyczną falą, zalewając jednocześnie uczuciem złości, zmieszania, zażenowania. Chłodne do tej pory ciało zalała fala gorąca. Ciało pokryła warstwa potu, a oczy zaczęły mnie podejrzanie piec. Dotknęłam delikatnie ust. Tak niewiele brakowało. Zaczęłam nerwowo pocierać dłoń na której spoczywały usta Leona. Czułam na niej ich palący dotyk. Nagle zapragnęłam znaleźć się w mojej przytulnej łazience i szorować tę dłoń wszystkimi dostępnymi środkami. Coś, co uznawałam za pewnik, runęło jak domek z kart. Nogi  same poniosły mnie w stronę, gdzie przez chwilę mignęła mi sylwetka Diego. Szłam jak w transie rozpychając tańczący tłum. Przez moją głowę przelatywały miliony myśli. Ich natłok rozsadzał mi czaszkę. Co z nim jest nie tak, że potrafi zniszczyć każdą świętość. Nie, dla niego nie ma żadnej świętości. Co on chciał zrobić, jak mógł? W ogłuszającym hałasie usłyszałam delikatny szept tuż przy moim uchu.

-Mała co się dzieje?- uniosłam oczy tylko po to, by zatonąć w czekoladowym spojrzeniu. Ciepło oddechu muskało płatek mojego ucha, opuszki palców delikatnie pieściły nagą skórę ramienia. Przez sekundę zaległa wszechobecna cisza. Kiedy ponownie wrócił dźwięk w moim ciele, tkwiłam zamknięta bardzo szczelnie w ramionach Diego.
-Źle się czuję.
-Znajdę chłopaków i wracamy.
-Tylko Fede, Leon ma inne plany.
-Dobrze. 

Parę minut wcześniej

Siedzimy przy barze i popijamy kolorowe drinki. Kto by pomyślał, że życie dziewiętnastolatka  może być takie ekscytujące. Zero zobowiązań i wieczne "carpe diem". Rozszalały tłum tańczy obok nas, a zapach rozgrzanych ciał unosi się w powietrzu. W tym momencie czuję się jedyny. Jedyny, wygrany.
Diego siedzi obok mnie i wpatruje się w swoje piwo oczywiście bezalkoholowe. Minę jak zwykle ma znudzoną. Nic dziwnego, że nadal żadna dziewczyna nie ma odwagi by do niego podejść mimo, że wiele z nich z zaciekawieniem spogląda w jego stronę. W pewnym momencie odzywa się.
-Wcale nie jesteś zainteresowany.
-Co? - pytam bo nie za bardzo go zrozumiałem.
-Nic, bracie. Nic - śmieje się z goryczą.
-Ach. O to ci chodzi. Chyba się umówiliśmy prawda? W końcu zawsze będę twoim młodszym braciszkiem - uśmiecham się pewnie chcąc obrócić sytuacje w żart.
-Jasne. Dlatego to tobie przypadł przywilej popełniania błędów?
-Ty za to za każdym razem mnie uratujesz.
-A kto uratuje mnie?
-Ten zaszczyt zostawiam Violettcie - zaśmiałem się i spojrzałem w stronę dziewczyny.
Rozpromieniona kołysała się delikatnie w rytm muzyki niedaleko baru. Wstałem i pewnym krokiem udałem się w jej stronę. Rzuciłem przelotne spojrzenie za siebie. Dostrzegłem Diego odprowadzającego mnie wzrokiem. Czując, że mogę wszystko. Podszedłem do Violetty. Dziewczyna uśmiechnęła się na mój widok.
-Leon, wreszcie się ruszyłeś. Szkoda zmarnować tak fajny wieczór.
-Racja. Widzę, że ty wykorzystujesz go w pełni- zaśmiała się.
 Dalej tańczyła obok mnie, zachęcając mnie abym też zaczął. Poczułem nagle przypływ adrenaliny, spojrzałem na nią inaczej. Jednym ruchem przyciągnąłem do siebie i chciałem wpić się w jej usta. Dziewczyna jednak odepchnęła mnie. Chwilę pokrzyczała, ale tak naprawdę nic sobie z tego nie zrobiłem.
Wróciłem do baru. Mój brat pogrążony był w zażartej dyskusji Federico. Przez chwilę zastanawiałem się czy przyszli tu bawić się, czy rozmawiać przekrzykując bębniącą muzykę. Wypiłem jeszcze jednego drinka, rozglądając się dookoła. Wpadła mi w oko pewna dziewczyna. Ładna, zgrabna, długie włosy. Tańczyła w tłumie. I to sama. Dopiłem to co zostało w szklance i ruszyłem na parkiet. Podszedłem do owej nieznajome, która od razu złapała ze mną kontakt. Zaczęliśmy razem tańczyć, co chwila ocierając się o siebie. Widać było od razu, że nie jest to osoba pokroju niewinnej Violetty. Muzyka zdawała się być coraz głośniejsza. Zrobiło mi się gorąco. Nie potrafię określić momentu, w którym ja i piękna brunetka zaczęliśmy się całować. Nie było w tym krzty uczucia. Po prostu całowanie; wymiana DNA. Ale za to jaka satysfakcjonująca. Chociaż do końca sam nie wiedziałem z czego tak się cieszę. Po dłuższej chwili oderwałem się od niej by zaczerpnąć powietrza, uniosłem wzrok gdzieś ponad jej głowę…

Francesa...





Zatrzymaj się na czas,
Dobrze zastanów, zanim coś powiesz
I z siłą najcięższych dział tym jednym słowem
Cały nasz świat zetrzesz w pył.
I dzieli nas już najlitsza ze ścian.

czwartek, 1 czerwca 2017

Powroty



Kochani.  

Zniknęłam na bardzo, bardzo długo. Obowiązki zawodowe wypełniły mi każdy dzień ostatniego miesiąca. Jest to niestety dosłowne stwierdzenie, a nie przenośnia. Szczęście takie, że już wszystko wraca do normy, więc powracam do moich bohaterów- uroczej Violetty, szalonego Leona i szarmanckiego Diego. Strasznie ich zaniedbałam. Plany przedstawiają się następująco- przypomnimy sobie ostatnie rozdziały, a za parę dni ruszamy z nowum, którego zwiastun mogliśie przeczytać. Nowy rozdział- cóż? Może niejednego zaskoczyć.


Ściskam mocno Eva 

czwartek, 11 maja 2017

Rozdział tuż, tuż ..., dla najbardziej wytrwałych i cierpliwych :)






Mógłbym przysiąc, że nawet w tym momencie wyczuwa towarzyszącym im zapach namiętności i pożądania. Z początku niewinne intrygujące, z czasem doprowadzające do obłędu, głodu, pożądania. Zwykłe muśnięcia ust, zastąpione namiętnymi, wyrafinowani pieszczotami.  Nie możliwe, by usta, które z taką starannością pieściły jego wargi, by dłonie które najmniejszym muśnięciem wprawiały go w największą ekstazę, by oczy, które na niego patrzyły, a swą intensywnością sięgały najgłębszych zakamarków jego serca należały właśnie do Niej . Nie! Życie nie może tak okrutnie z niego kpić. Miłość. Miał znaleźć- tą jedyną wyśnioną, wymarzoną. Czym jest człowiek bez miłości? To tylko pusta skorupa, która egzystuje, jednak nie żyje w pełni. Dlaczego los zamierza go skazać właśnie na egzystencje kiedy on tak bardzo chce żyć .

piątek, 7 kwietnia 2017

Rozdział XIX- Twoja miłość jak morze gwiazd za dnia...





Od kilku miesięcy- noc w noc. Realna- mniej lub bardziej. Jednak zawsze. Każdej kolejnej nocy. Taki zły, taki zagubiony, wściekle obrażający ją i siebie. Dziś mnie opuściła. Pierwsza noc, pierwszy sen w którym pozostałem zupełnie sam. Powinienem się cieszyć. Jednak nie grozi mi obłęd. Ale czy się cieszę? Nie! Tęsknię. Zastanawiam się dlaczego tak się stało, dlaczego odeszła i czy już na zawsze. Jeszcze kilka dni temu byłbym najszczęśliwszym z mężczyzn, a dziś jestem przepełniony lekiem, że odeszła. Odeszła i zabrała moje serce. Bezimienna istota. Kobieta bez twarzy. Moja kobieta. Moja miłość. Nie, nie przecież to nie miłość !!! Nie można kochać pragnienia, nie można pożądać ułudy. To zjawa, mimo, iż tak realna na zawsze pozostanie tylko zjawą- moją zjawą. Świt przebija się rześkimi promieniami słonecznymi przez ciężkie zasłony w moim pokoju. Leżę bezwładnie rozrzucony na łóżku i myślę. Nie, ja nie myślę, a walczę ze swoimi myślami. Tęsknota, pragnienie, chęć posiadania. Emocje rozsadzają mnie od środka. W uporządkowany świat sennego marzenia wkradł się malutki cień. Rysa. Niby nic nieznacząca, lekkie draśnięcie, malutka zadra, ale jednak. To myśl o wyobrażeniu  oczu mojej sennej ukochanej. Oczy barwy koniaku z bursztynowymi obwódkami. Jej oczy. Nie !!! To niemożliwe!!! Nierealne !!! Nie mogę o tym myśleć !!!



Jedna historia- tysiące ulic i serc Ciągle na nowo
Pełna nadziei, tak wiem
Tak wiele znaczeń,
Które przynosi nam czas
Zamykam oczy,
które tak chciałbym Ci dać*






-Jeśli nie chcesz stracić tych swoich lepkich łap, to lepiej zabierz je z tyłka mojej siostry. Dobrze ci radzę Federico… .
Jedno zdanie, parę słów wypowiedzianych znajomym, naznaczonym lekką chrypką głosem,  zawisa pomiędzy nami. Przed sekundą dzieliła nas tylko warstwa materiału, a w tym momencie mam poczucie jakby dzielił nas ocean. Zastygam, każdy mój nerw spina się na dźwięk JEGO głosu. Co tu dużo mówić, mam przejebane.  Przymykam powieki próbując wyobrazić sobie, że to się nie dzieje. W marzeniach nadal trwam w objęciach tej uroczej szatynki, mojej dziewczyny. Nasze usta są ze sobą ściśle połączone, mój język pieści jej malinowe wargi, muska gorące wnętrze ust, obrysowuje kształt zębów. Nasze ciała ocierają się o siebie nieśmiało wywołując dreszcze podniecenia, ramiona oplatają tak ściśle nasze ciała, a my nie wiemy gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. Jednak nie, to już pieśń przeszłości. Atmosfera w ogrodzie w sekundzie staje się upiornie lodowata, a nad naszymi głowami wiszą niczym chmury burzowe słowa bruneta, który wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi powinien przebywać w Stanach. Cholerny pech.
- Federico, czy zatraciłeś umiejętność rozumienia w języku hiszpańskim nawet prostych zdań?- drwi ze mnie skubaniec jeden. Muszę wziąć się w garść i pokazać, że się go nie boję. Niestety, nie jest mi to dane. Ostre zdania wychodzące z ust chłopaka zostają zagłuszone przez straszny pisk, który rozsadza mi bębenki w uszach. Natężenie decybeli jak na lotnisku. Oczywiście Mała w lot pojęła, kto jest świadkiem naszego intymnego tête-à-tête w ogrodzie. Nawet nie zdążyłem zareagować kiedy ona wpadła już w jego ramionach, a on kręcił się z nią niczym wariat. Ściska go jak szalona, obejmuje ramionami, składa tysiące pocałunków na policzkach, czole, nosie. Głaszcze jego  włosy, a on szczerze się śmieje, pełną piersią. Znam go tyle lat; tyle lat się z nim przyjaźnię, a po raz pierwszy widzę go autentycznie szczęśliwego. Jego śmiech gości nie tylko na twarzy, jego radość najbardziej widoczna jest w jego oczach, pełnych szczęścia i czegoś jeszcze. Czegoś, co nazwałbym, gdybym nie wiedział jaka relacja ich łączy- miłością. Pierwszy raz nie jestem pewien swego. Intymność tej sytuacji sprawia, że czuję się zażenowany, a moje policzki oblewa rumieniec zazdrości. Paskudne uczucie, o którym nie powinienem nawet myśleć, a co dopiero dopuszczać go do swojego serca. Nie zmienia to faktu, że w moim sercu pojawia się  coś na kształt trwogi i niepewności. Absurd moich myśli uświadamia mi malutka postać w ślicznej różowej sukience stojąca nieopodal mojego przyjaciela. Mały cherubinek z burzą loczków na głowie i przepięknymi niebieskimi oczkami. Czuję wstręt do siebie za moje wcześniejsze myśli. Jednak zazdrość nie jest przyjaciółką mężczyzny. Niedorzeczność moich przemyśleń w  tej sytuacji, uświadamia mi tylko jak wielkim uczuciem darzę tę drobniutką, młodziutką szatynkę.



Będę poznawał twe ciało
dotykiem myśli
delikatniejszym niż
szorstkie muśnięcie palców
będę poznawał cię
centymetr po centymetrze
uczucia i pożądania
dokładniej
niż robią to dłonie*



Kiedy usłyszałam jego głos to… . Tak, to było coś niesamowitego. W jednej chwili zapomniałam o całym świecie. Wszystko przestało istnieć. Nie było pięknej pogody, cudownie świecącego słońca, świeżego zapachu koszonej w ogrodzie trawy. Nie było Federico, jego pocałunków i pieszczot. W tej sekundzie znów stałam się dziewczynką, którą on parę lat temu zabrał na łyżwy, którą tak bardzo pocieszał w najstraszniejszych momentach dziecinnego życia. Wszystko wróciło ze zdwojoną siła. Emocje, uczucia, gniew, złość, tęsknota. Tyle czasu. Kiedy był było cudownie. Byłam bezpieczna, bo on zawsze nade mną czuwał. Później przez głupotę Leona musiał odejść. Mimo, że wiem, że sam chciał, ja zawsze traktuję jego odejście w kategorii MUSIAŁ. Tyle czasu go nie było, a jednak był.  Zawsze w moim sercu. Zawsze, na zawsze to szczególne miejsce zarezerwowane jest dla niego. A teraz jest ktoś jeszcze. Wrócił, ale nie sam. Kiedyś był tak odpowiedzialny za mnie. Troszczył się o mnie każdego dnia i każdej godziny. Teraz ja mogę się odwdzięczyć za każdy nawet minimalny gest świadczący o jego uwadze. Milenka. JEGO córeczka. Mimo, że doskonale zdaję sobie sprawę, że to Leon jest ojcem małej kruszynki, dla mnie ona na zawsze zostanie córką Diego. Nie zmieni tego nikt ani nic. W tym przypadku więzy krwi to nie wszystko. W ich przypadku to MIŁOŚĆ okazała się wszystkim. Uczucie, które wprost wylewa się z oczu chłopaka. Nie. Stop. Z oczu mężczyzny. Ta bezgraniczna miłość, którą darzy dziewczynkę sprawia, że patrzę na niego zupełnie inaczej. Kiedy już należycie się przywitaliśmy Diego momentalnie przyklęknął przy córeczce, a ta od razu objęła jego szyję drobniutkimi rączkami, tak jakby nigdy nie miała go już puścić. Patrząc na tę dwójkę, zrozumiałam, że stanowią realną wizję mojego marzenia. Miłość, kochany mężczyzna, dziecko. Spoglądam na stojącego obok Fede? I miliony pytań zalewają mój umysł. Czy przyszłość i miłość ma jego twarz ?







Kochani, rozdział jeszcze poprawię, bo nie spełnia moich oczekiwań. Wybaczcie wszelkie potknięcia na przykład w składni, czy też w osobach, czy perspektywach w których piszę. Nie zmienia to faktu, że piszę tak jak czuję, więc czasem mogą być zawirowania, ale to cała ja. Ciekawi mnie, czy macie wyobrażenie tego jak potoczą się losy bohaterów, mam cichą nadzieję, że ktoś z czytelników napisze, co myśli. 
Dziś inspiracje rozdziałowi dał zespól Pectus, zespół Varius Manx  oraz wiersz Wojciecha Jarosława Pawłowskiego. 

Pozdrawiam- Eva :) 

wtorek, 28 marca 2017

Przed rozdziałem :)







Od kilku miesięcy- noc w noc. Realna- mniej lub bardziej. Jednak zawsze.  Każdej kolejnej nocy. Taki zły, taki zagubiony, wściekle obrażający ją i siebie. Dziś mnie opuściła.  Pierwsza noc, pierwszy sen w którym pozostałem zupełnie sam. Powinienem się cieszyć. Jednak nie grozi mi obłęd. Ale czy się cieszę? Nie! Tęsknię. Zastanawiam się dlaczego tak się stało, dlaczego odeszła i czy już na zawsze. Jeszcze kilka dni temu byłbym najszczęśliwszym z mężczyzn, a dziś jestem przepełniony lekiem, że odeszła. Odeszła i zabrała moje serce. Bezimienna istota. Kobie bez twarzy. Moja kobieta. Moja miłość. Nie, nie przecież to nie miłość !!! Nie można kochać pragnienia, nie można pożądać ułudy. To zjawa, mimo, iż tak realna na zawsze pozostanie tylko zjawą- moją zjawą. Świt przebija się rześkimi promieniami słonecznymi przez ciężkie zasłony w moim pokoju. Leżę bezwładnie rozrzucony na łóżku i myślę. Nie, ja nie myślę, a walczę ze swoimi myślami. Tęsknota, pragnienie, chęć posiadania. Emocje rozsadzają mnie od środka. W uporządkowany świat sennego marzenia wkradł się malutki cień. Rysa. Niby nic nieznacząca, lekkie draśnięcie, malutka zadra, ale jednak. To myśl o wyobrażeniu  oczu mojej sennej ukochanej. Oczy barwy koniaku z bursztynowymi obwódkami. Jej oczy. Nie !!! To niemożliwe!!! Nierealne !!! Nie mogę o tym myśleć !!!



Zanim zrozumiesz jak bardzo pokochałeś ją,
Zanim pozwolisz swemu sercu by przyjęło to do świadomości, a umysłowi do akceptacji, 
Jedna przelana łza zmieni się w ocean,
A jeden promień miłości rozbłyśnie milionem gwiazd.




Kochani,

 Przed Wami zwiastun kolejnego rozdziału. Powoli, bardzo powoli będziemy mogli rozmieć jak skomplikowane relacje zapanują między bohaterami. Opowiadanie skupia się na uczuciach i emocjach, dlatego dużo jest opisu zwłaszcza uczuć, emocji. Wiem, że taka forma może być dla Was nudna, ale to opowiadanie od początku było tak zaplanowane i tak też zostanie dokończone. Niestety nadmiar obowiązków czasem zaskakuje samą mnie. Wiem jedno- Wiem co chcę napisać i jak. Od A do Z. Mam nadzieję, że dotrwacie ze mną do końca. Może poczytacie i zastanowicie się którego z bohaterów dotyczy dzisiejszy fragment. PISZCIE !!! Jestem MEGA ciekawa WASZYCH opinii.


Pozdrawia Eva.  

wtorek, 14 marca 2017

Rozdział XVIII- Dziurawy kocioł uczuć









Dalekaś mi, daleka,
Jak radość szczęścia cicha...
           Serce me czeka,
                      Usycha.....
Lecz biskaś ty mi, bliska
Jak żałość niezgłębiona...
           Serce się ściska
                      I kona
.*

Coś się zmieniło. Pierwszy raz jest inaczej niż zwykle. Inaczej, ale nie gorzej. To bardzo, bardzo dziwne. To tak jakby  śniło mi się, że obserwuję sam siebie podczas snu. Wiem. Dziwne pokręcone. Dokładnie takie jak ja. Ale czemu się dziwić, w końcu moje życie, a raczej mój sen to obłęd. Czyste szaleństwo. W końcu ilu ludziom  na świecie, śni się miłość do kobiety. Nie byle jakiej kobiety. Moja partnerka nadal zostaje owiana tajemnicą. Jej twarz i imię są najpilniej strzeżonym sennym marzeniem- sekretem. Ale prawda, dziś jest inaczej. Widzę siebie i ją, własnym spojrzeniem. Duży pokój, nasza sypialnia. Jej wygląd- nie potrafię określić, wszystko spowite mgłą. Jedyne co dostrzegam, to olbrzymie łoże na którym leżymy wśród skotłowanej pościeli. Leżę na plecach, z jedną ręką założoną za głowę, druga ręka uwięziona w jej objęciach. Nagle dziewczyna podrywa się, by już za chwilę pochylać się nade mną. Jej puszyste loki opadają na mój nagi tors. Patrzy w moje oczy tak intensywnie. Jej piękne usta poruszają się  w niemym szepcie. Nie słyszę słów, nie potrafię ich odczytać z ruchu warg. Patrzę jak jej usta zbliżają się do mojej klatki piersiowej i składają delikatny, a zarazem przepełniony czułością pocałunek na skórze, w miejscu w którym wściekle bije moje serce. Może to namacalne wyznanie miłości, którego nie mogłem dosłyszeć. Patrzę na dłoń sunącą wzdłuż mojego ramienia. Czuję w tym momencie delikatne opuszki palców gładzących moją skórę. Po chwili obraz się zmienia. To nadal my, w tym samym pomieszczeniu. Śpimy wtuleni w siebie. Na twarzach obojgu błąka się delikatny uśmiech. Wyglądamy na spokojnych, zrelaksowanych. Szczęśliwych swoim towarzystwem. To kolejna rzecz, która się zmieniła. Pierwszy raz nie śnię o kochaniu się. Śnię o miłości. Jednak jedno nadal pozostaje niezmienne. Nadal nie wiem, kogo darzę tą miłością … .


Nagi księżyc, jego czuły wzrok, zapach traw, ciepło dni, jakby trochę magii ktoś odebrał mi…*
Tam na dnie, został Twój ślad…*






-Marcos, proszę zatrzymaj się choć na chwilę, zwariuję przez ciebie.
Od godziny chodzisz w tę i z powrotem. Zaraz wydepczesz dziurę
w dywanie. Powiedz w końcu, co się stało. Marcos proszę cię- krzyk mojej ukochanej żony wyrywa mnie z transu. Jestem wściekły, rozżalony, rozczarowany. Nie mam słów, które mogłyby zobrazować stan mojego ducha.  Spoglądam na nią ulotnym spojrzeniem. Spojrzeniem numer dwadzieścia- „Kocham Cię”. Tak, to spojrzenie jest zarezerwowane tylko dla niej. Widzę jak nerwowo tarmosi rąbek sukienki, przygryza wargę, wyłamuje palce. Martwi się. Zawsze tak robi- kiedy się martwi. W tym momencie przejmuje się stanem mojego ducha.  A ja za moment jeszcze dołożę jej zmartwień. Paręnaście lat temu przysięgałem jej, że będę ją kochał całym sobą. Kochał i bronił przed złem całego świata, a teraz muszę jej opowiedzieć o bagnie w jaki wpakowali się nasi synowie. Wiem też, że razem jesteśmy siłą tak wielką, że poradzimy sobie
z każdą nawet największą katastrofą. Jej cenne rady, błyskotliwy umysł
i olbrzymie serce już nie raz pomagały nam w najciemniejszych momentach naszego życia. Sam nie mogę tego pojąć. Boże, jestem dorosłym facetem. Odpowiedzialnym, bystrym prawnikiem, a te dwa cholerne szczeniaki naważyły takiego piwa, że nawet mieszkańcy Bawarii nie daliby rady go wypić. A trzeba było nie podsłuchiwać. Byłbym spokojniejszy i uboższy o miliard siwych włosów. Jak ja mam to jej powiedzieć?
-Marcos, skarbie najlepiej jak najprościej i od początku.
-Tylko ty, możesz czytać we mnie jak w otwartej księdze.
-Wiem, przecież kocham cię już całą wieczność, więc nie może być inaczej.
-Lili, to co chcę ci powiedzieć nie mieści się w ramach mojego umysłu. Nie potrafię sobie poradzić. Byłem tak krótkowzroczny, zaślepiony. Nie słuchałem. Jestem tak złym ojcem? Powiedz, dlaczego tak?
-Marcos, wyduś to z siebie, razem sobie z tym poradzimy- powolutku, krokiem starca, podchodzę do kanapy. Opadam na kolana dokładnie u jej stóp. Już po sekundzie jej delikatne dłonie obejmują moją szyję, delikatne dłonie gładzą miarowo zesztywniały kark. Pozornie nieznaczący gest, a ja wiem, że poradzimy sobie. A nawet będziemy jeszcze silniejsi jako rodzina. Po chwili czuję jak dłonie, które dopiero, co gładziły moją szyję ujmują delikatnie, ale stanowczo moją twarz zmuszając mnie do spojrzenia w jej oczy. Przez chwilę w której nasze spojrzenia zlały się  w jedno pomyślałem o tym jak bardzo kocham moją Lili.
-Lil, chodzi o Diego i Leona- zawieszam głos, gdyż słowa, TE słowa nie chcą mi przejść przez gardło. Lil chodzi też o Allegrę.
-Marcos, co ty chcesz mi powiedzieć.
-Lili, to nie Diego jest ojcem dziecka Allegry- krzyk wydobywający się z ust mojej żony rani mnie jak tysiąc sztyletów wbijanych w skórę. Szok, niedowierzanie, przerażenie- To Leon- szloch, zawód, rozczarowanie.
-Marcos, dlaczego nas tak okłamali? Przecież nie mogli, kochamy ich, troszczymy się o nich. Jak mogli nas tak okłamać i to w tak istotnej sprawie.
-Lili my też nie jesteśmy bez winy, nie zareagowaliśmy najlepiej. Pozwoliliśmy Diego odejść, poniekąd zostawiliśmy go całkiem samego z tym wszystkim.
-Marcos, czy to Leon Ci powiedział.
-Nie.
-Co zamierzasz?
-Cóż, jakoś naprawić ten bałagan którego oni narobili.
-Skarbie, ale jak?

-Lili, nie wiem, ale zrobię to choćby to miała być ostatnia rzecz jaką zrobię
w życiu. Nasza rodzina jest dla mnie najważniejsza. Muszę pomyśleć, a jedyne na co mam w tym momencie ochotę to wysłać te dwa osobniki na Białoruś
- śmiech żony rozlega się głośnym echem po ponurym jak dotąd gabinecie. Szykujcie się dzieci, czeka was niebywała lekcja życia. 



Dwa miesiące później

Kiedy cię dotykam
Cała grasz,
Muzyka chwilę brzmi
I znika w przejmującej ciszy
Twoją prośbę słyszę:
Chcę być fortepianem
Pieszczot
Korzystaj ze wszystkich klawiszy*


Obiecała mi, że po przeprowadzce porozmawiamy. Tak, Fran już mieszka w Madrycie. Od całych dwóch tygodni. Ale olewa mnie całkiem skutecznie. Mnie- Boskiego Leona. Przecież to niemożliwe, by jakaś dziewczyna mi się opierała, a ona robi to bardzo skutecznie. Wydawało mi się, że wtedy w parku coś zaiskrzyło, ale nie . Wredna Włoszka jest nieuchwytna, bawi się mną. A ja już wiem, jak czuły się dziewczyny z którymi ja się bawiłem. Co jednak nie zmienia faktu, że to ona jest moim aktualnym celem do zdobycia. Jeśli czegoś chcę będę to miał. Sama podpisała na siebie wyrok. Szaleją przez nią. Czuję zapach jej słodkich perfum na sobie, zamykam oczy i widzę jej roześmianą twarz. Cholera, co ona ze mną zrobiła. To za mną dziewczyny biegały szukając mojej uwagi i akceptacji. Patrzyły na mnie z pożądaniem. I co ci z tego przyszło? Dobra, punkt dla Dobrego Leona. Ale Dobry Leon ma brata bliźniaka, któremu na imię Zły Leon. Czas rozpocząć operację Zakochana Francesca.
Dzwonię do drzwi, jakby się paliło. Już po chwili zjawia się w nich zarumieniony obiekt moich niecnych planów. Nie daję jej czasu na ucieczkę,
z za pleców wyłania się moja lewa ręka uzbrojona w kwiaty, wyjmuję bukiet czerwonych róż, pewnym krokiem podchodzę do zaszokowanej dziewczyny.
I robię to co Zły Leon potrafi najlepiej- łączę nasze usta słodkim pocałunkiem. Nie daję jej nawet sekundy na sprzeciw. Wiem, że zachowuję się jak jakiś jaskiniowiec, ale ta dziewczyna wzbudza we mnie właśnie takie uczucia. Smakuje pomarańczami i czekoladą, a ja nie potrafię się nasycić tym smakiem, jej smakiem. Nasze ciała spotykają się na zatartej granicy zatracenia. Cieszy mnie fakt, że mnie nie odpycha, a wręcz przeciwnie. Jej dłonie wsparte na moim torsie, usta  nadal połączone w jedność wraz z moimi. Gdyby nie fakt, że za chwilę zabraknie mi powietrza trwałbym tak wieczność. Jej drobne ciało moich objęciach sieje niewyobrażalne spustoszenie w moim ciele, umyśle i sercu. Dobro walczy ze złem. Znów nawiedza mnie to paraliżujące uczucie. Co jeśli powtórzę tamte błędy. Ona nie zasługuje  na to by cierpieć prze ze mnie. Odrywam się od jej cudownych ust, oboje oddychamy tak ciężko jakbyśmy przebiegli maraton i to co najmniej pięciokrotnie. Nagle wkrada się na moją twarz mój cwaniacki, firmowy uśmiech; Tęskniłem- nie wiem czy spodziewałem się takiej odpowiedzi:
-Ja też tęskniłam, dobrze, że jesteś Leon.
-Uciekłaś! Dwa miesiące uciekałaś.
-Może nie uciekałam, może to ty nie potrafiłeś dotrzymać mi kroku.
-Może, ale to koniec, jesteś moja.
-Ale czy ty jesteś mój?
Czy jestem? Bardzo chciałbym być. Wiem, że ludzie nie zmieniają się z dnia na dzień. Pewnie w moim przypadku nie jest to niemożliwe. Co, a raczej kto wygra. Leon pragnący miłości, czy Leon pożądający ciała kobiety, a nie jej serca.




  
Zamykam znowu oczy i widzę cię jeszcze,
Raz po raz po powiekach przechodzi twa postać,
Ponad sobą cię trzymam, kołysze i pieszczę,
I już nigdy nie będę mógł z tobą się rozstać.

Chwila lekka, jak ruch twój, najdroższa, łaskawa,
Chwila-ruch podchwycony w perfumie i szumie.
W pamięci drży, jak w lustrze, twa smukła postawa,
Owinięta, zamknięta w wiosennym kostiumie.



-Viola, skończ już. Przecież to terrarium błyszczy jak sztabka złota w pełnym słońcu.
-Fede nie nudź już, wiesz, że muszę to zrobić.
-Mała ja czasem mam wrażenie, że ten skorupiak jest ważniejszy ode mnie!!!
-Federiko!!! Sam jesteś skorupiakiem, a poza tym to Gustaw- żółw. Jakby twój mały móżdżek nie zauważył, żółwie to gady. 
-Oj tam, oj tam, rozdrabniasz się. Kończ i pójdziemy na spacer, albo do kina, albo na lody.
-Boże, za co mnie tak każesz. Gdzie ja miałam głowę zgadzając się na bycie twoją dziewczyną?
-Ha, ha, ha, bardzo zabawne. Jesteś dziś dowcipna jak fretka na prerii. Mała, zawsze możemy zostać w domu i trochę się poprzytulać.
-Federico!!! Tobie tylko w głowie przytulanie i nic więcej.
-No może jednak coś więcej ;)
-Federico !!!!!!!!
-I tak mnie kochasz.

Ten chłopak mnie kiedyś wykończy. W jednej chwili mam ochotę przytulać się do niego jak szalona, a już po chwili mogłabym dusić go gołymi rękami. Jest zakręcony jak Pinokio w trocinach. Zmienny jak flaga na wietrze, a upierdliwy, że szkoda gadać.  Jedno jest pewne, jest mój i kocham go właśnie takiego. Jesteśmy ze sobą od dwóch miesięcy i nikt o tym nie wie. No może prócz cioci i Fran. No i Gustawa J Boję się reakcji innych. Fede jest starszy. Nie wiem, czy zrozumieją, że po prostu czuję się z nim dobrze. Wujek i Diego. Tych dwóch boję się jak ognia. Oboje wybuchowi i temperamentni. No i Fede to najlepszy przyjaciel Diego. Może nie obyć się bez awantury.
- Dobra odpuszczę ci wszystko pod warunkiem, że wyjdziemy na chwilę do ogrodu. Zwariuję tu z tobą i tym zakręconym skorupiakiem.
-Skoro tak ładnie prosisz.
Spacerujemy od chwili, niebo jest dziś wyjątkowo zasnute chmurami, ale słońce nieśmiało próbuję swoich sił, przebijając się delikatnymi promieniami. Jesteśmy tacy szczęśliwi, ja jestem taki szczęśliwy, że ją mam. Diego jest tysiące kilometrów od Madrytu i nic mi nie grozi. Co z oczu to z serca. Kiedyś mu powiem, ale jeszcze nie teraz. Chyba by mnie zabił, a co najmniej pozbawił pewnej części ciała. Nagle wstępuje w nas jakaś dziwna głupawka. Zaczynam śpiewać porywając Małą do tańca. Wiadomo włoski romantyzm. Taniec to jak iskra rzucona na proch. Zamykam szczelnie kruszynkę w ramionach i łączę nasze usta w słodkim pocałunku, który z sekundy na sekundę staje się bardziej zmysłowy.  Puszczają hamulce, tym bardziej, że po raz pierwszy odpowiedziała  na moje zaloty tak śmiało. Tak otwarcie i namiętnie. Zachęcony jej entuzjazmem pozwalam sobie na to, by moje dłonie delikatne głaskały jej plecy, zataczając coraz odważniejsze kręgi ku pośladkom dziewczyny.  Stoimy tak blisko siebie, że nawet szpileczka nie miałaby  miejsca. Nie będę ukrywał, że mi się to nie podoba. Magiczna chwila zostaje jednak przerwana, gdy do moich uszu dochodzi mrożący krew w żyłach głos. Jedno zdanie sprawia, że oboje wracamy do rzeczywistości:
-Jeśli nie chcesz stracić tych swoich lepkich łap, to lepiej zabierz je z tyłka mojej siostry. Dobrze ci radzę Federico … .







Kochani, objaśniam wykorzystane utwory i cytaty:
Dalekaś mi- Leopold Staff
Kiedy cię dotykam- Jan Piszczek
Poemat z pamięci- Kazimierz Wierzyński
Bezdroża- Sylwia Grzeszczak, Mateusz Ziółko
Świat się pomylił- Patrycja Markowska
Zdjęcia 1, 2, 4 Wykonała Oliwka :)


BLA BLA BLA ...

Pojawienie si ę jakiegokolwiek autora na blogu po tak d ł ugiej nieobecno ś ci, mo ż e oznacza ć tylko jedno. Koniec bloga. Jed...